Za oknem iście egipskie ciemności, mimo że pora jeszcze wczesna. Widok z za okna nie zachęca do popołudniowych spacerów. Jednak miłośnicy książek nie narzekają. Dzięki temu mogą oddać się swojej pasji. Na najbliższe popołudnia proponuję Ulicę potępionych Andrew Klavan.

Książkę dostałam akurat w okresie, gdy toczy się zacięta dyskusja o planach wydłużenia wieku emerytalnego. Zapewne dlatego w trakcie czytania przemykała mi myśl: czy ja tej emerytury doczekam… Ale wracając ...

Jeśli chodzi o powieści historyczne to nie sięgam po nie zbyt często. A jeśli już mi się to zdarzy, to książki dotyczą okresów wojen światowych. Z tym większą więc ciekawością podeszłam do lektury książki Więzień.

Przyznaję szczerze, że jakoś nie po drodze było mi do tej książki… Kilkakrotnie zaczynałam lekturę, ale zawsze coś mnie od niej jednak odrywało. Postanowiłam jednak, że książkę skończę… i udało się.

Zwolnienie lekarskie jest dobrą okazją do nadrobienia zaległości w lekturze oraz do tego, by na spokojnie przyjrzeć się temu, co się czyta. Tak rozmyślając doszłam do wniosku, że są książki, które, po przeczytaniu, szybko ulegają zapomnieniu. Są jednak i takie, które na długo zapadają w pamięć. Dlaczego tak się dzieje? Zapewne wpływ na to ma nie tylko styl pisarski autora i gatunek książki. Myślę, że dużo większe znaczenie odgrywa opisywana historia. W przypadku Motyla Lisy Genovy teoria ta sprawdza się w 100%.

Szczerze przyznaję, że nigdy wcześniej nie miałam styczności z książkami Jacka’a Ketchum’a. Skoro jednak nadarzyła się okazja – postanowiłam, że przeczytam książkę, którą sam Stephen King określił mianem „wstrząsającej powieści”. Rzeczywiście, powieść wstrząsnęła mną do tego stopnia, że nadal mam przed oczyma niektóre sceny…

„Często zapominamy, że my także jesteśmy dla innych dziwni” Bill Moyers
Czy spałeś kiedyś na cmentarzu? Właśnie to pytanie zamieszczone na okładce książki zaintrygowało mnie na tyle, żeby po nią sięgnąć. Pomyślałam sobie, czy to kolejna książka o tak często będących ostatnio głównymi bohaterami książek wampirach? Okazało się jednak, że tym razem nie jest to książka o wampirach ani zombi. Tajemnicza i mroczna historia spodobała mi się do tego stopnia, że książkę przeczytałam w jeden leniwy, weekendowy dzień.

Przynajmniej raz na jakiś czas nachodzi mnie nieodparta ochota na obejrzenie komedii romantycznej, albo przeczytanie książki, która gdyby miała zostać zekranizowana na pewno zaliczałaby się do tego gatunku. I tak stało się i tym razem. Spoglądając na listę kilku pozycji do przeczytania stwierdziłam, że ta może spełnić moje oczekiwania. „Duszę towarzystwa” przeczytałam w kilka wieczorów. Myślę, że gdyby nie chroniczny brak wolnego czasu (ostatnio), zrobiłabym to dużo szybciej.

Szukając sposobu na przetrwanie nudnego, ponad trzygodzinnego wykładu wpadłam na genialny pomysł… Poczytam sobie. No tak, niby proste a jednak… Zaczęłam się zastanawiać nad wyborem odpowiedniej pozycji. Nie może być bowiem chyba nic gorszego niż duet w postaci nudnego wykładu i nudnej książki. Mój wybór padł, więc… tak, właśnie tak….na klasykę w wydaniu J.R.R. Tolkiena. Pomyślałam sobie, że Hobbit, czyli tam i z powrotem pomoże mi przenieść się w inny świat. I jakże by inaczej – nie zawiodłam się.

Zazwyczaj pochłaniam książki w bardzo szybkim tempie. Tym razem było jednak inaczej, po części z powodu braku czasu, a po części z faktu, że książki tej nie umiałam przeczytać za jednym razem. Dzieliłam ją na części… robiłam kilkudniowe przerwy… Wpływ na to miał zarówno styl, w jakim została napisana książka, jak i przedstawiona historia.
