Zazwyczaj z trudem wciągam się w mroczne dreszczowce. Przez chwilę byłem przekonany, że tym razem też tak będzie. Książka bardzo szybko wyprowadziła mnie z błędu.

Wszystko dziś się strasznie spieszy. A jeśli nie potrafisz za tym nadążyć, to już za dwa oddechy będziesz o terabajty informacji spóźniony. Accelerando to historia jutra i całego XXI wieku, która rozwija tak szybko, że czasem zaskakuje nawet samych bohaterów.

Świat jest prosty i łatwy w odbiorze. Po zażyciu pigułki absurdu jest nawet prostszy. Cały cyrk polega właśnie na odnalezieniu tej pigułki.
Wkurzone elfy, pijane i awanturujące się Mikołaje, blondwłose anioły i osobiste księżniczki, które po odstawieniu lekarstw przechadzają się po grudniowym miasteczku ubrane tylko w miecz przewieszony na plecach. To wszystko jest o wiele łatwiejsze do zaakceptowania jeśli tylko dostatecznie mocno zmruży się oczy.

Okręt na okładce to dla mnie często wystarczający argument, bym zechciał się przyjrzeć danej książce. Sięgnąłem również i po tę, choć z nieco sceptycznym nastawieniem. Przeczytałem ją dość szybko i pierwsze słowa, które przyszły mi na myśl to SKANDAL!, ZGROZA! NIEPOROZUMIENIE!

Gaiman nie bez powodu nadał zbiorkowi taki, a nie inny tytuł. Starannie niczym stara, brzydka czarownica o krogulczym nosie postanowił uwarzyć eliksir gdzie do ziół, nietoperzych skrzydełek w pikantnej panierce i światła księżycowego odlanego z kolorowych flasz wsypał rozmaite opowieści. Rozmaite także ze względu na formułę, jakiej użył do ich powstania.
Nieduże, kieszonkowe wydanie sprawdza się w podróży, a opowieści zawarte w zbiorku nie powtarzają motywów, ciągle mile zaskakując.
